Godziny otwarcia wystawy:

wtorek - piątek 14:00 - 18:00

sobota 14:00 - 18 :00

Wystawa Barbary Levittoux-Świderskiej

Miejsce wystawy: Rotunda Dynasy, Dynasy 22, Warszawa

Czas trwania: 16.05 - 30.05.2026

Kurator: Marek Wasilewicz

Partner wydarzenia: Marvipol Rotunda Dynasy

MALARSTWO : TKANINA

Twórczość Barbary Levittoux-Świderskiej to dwugłos. Przez całe twórcze życie, wypowiadała się w dwóch mediach: malarskim i tkackim. Artystka ukończyła rok po roku dwa wydziały w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie – najpierw malarstwa (1958), a następnie tkaniny (1959). Na wystawach artystki na początku przeważało malarstwo, ale potem przewagę, nieraz znaczącą, zdobywała tkanina. Levittoux-Świderska wystawiała dużo, zwykle pokazując i obrazy, i tkaniny. Na pierwszej z ponad czterdziestu indywidualnych wystaw – w galerii warszawskiego ZPAP (1966), pokazała 30 obrazów i 5 tkanin (30:5). Dziesięć lat później, w olsztyńskim BWA, proporcje znacząco się odwróciły (17:26). Nie wiadomo, czy któreś z mediów uważała za podstawowe i bazowe – to autonomiczne współtowarzyszenie malarstwa i tkaniny jest charakterystyczne dla twórczości tej wyjątkowej artystki. Levittoux-Świderska chciała, żeby jej obrazy i tkaniny pokazywać razem. Deklarowała, że „jedno ma się spojrzenie na świat” – jak to jedno spojrzenie realizowało się w tych dwóch nurtach twórczości?

Malarski świat Levittoux-Świderskiej to przede wszystkim pejzaż – wiejski, ale w przeważającej mierze miejski. Życie artystki było związane z miastem – z warszawskim Żoliborzem. Stawiała tu pierwsze kroki jako artystka (szkolna gazetka w liceum Sempołowskiej), mieszkała na Żoliborzu, często wystawiała na ulicy Próchnika i tu też miała swoją pracownię. Choć więc życiowe związki z konkretnym miejscem były bardzo silne, żadnego Żoliborza, czy innej dzielnicy nie znajdzie się na tych obrazach. To typ miejskiego pejzażu, gdzie nic konkretnego z codziennego doświadczenia (kamienica, zaułek czy ulica) nie daje się rozpoznać. Płótna są stonowane, kolorystyka ograniczona do wąskiej gamy (biele i beże). Na prostokątnych ulicach nigdy nie ma ludzi, a kamienice, w obrazach z lat 60. i 70., rzeczywiście je przypominające, zmienią się w późniejszym czasie w układ pobielanych brył, w których kryje się jeszcze resztka świata widzianego przez pieszych. Te małomówne płótna to kombinacja linii, które tytułami przypominają nam, że patrzymy na ulice. Przez kolejne dekady Levittoux-Świderska tworzyła te widoki, opatrując je powściągliwymi tytułami, które przypominają o tradycji sztuki abstrakcyjnej. „Ulica I, Ulica II, Ulica III…”. Gdyby zamienić „ulica” na „kompozycja”, mielibyśmy tytuły kolejnych abstrakcjonistycznych obrazów. Jednak Levittoux-Świderska nie chciała chyba na dobre przekroczyć granicy między sztuką przedstawiającą i nieprzedstawiającą. Czasami ostatnią rzeczą z rzeczywistego świata w jej obrazach jest to jedno słowo – „ulica”. W swoim malarstwie Levittoux-Świderska przez kolejne lata, studiuje jeden temat, jedną malarską sytuację. Zawężone środki sprawiają wrażenie małomówności. Artystka nie eksperymentuje, zmienia niewiele i stopniowo.

Inaczej w dziedzinie tkaniny. Levittoux-Świderska, mówiąca mało, również o swojej twórczości, napisała w katalogu wystawy: „Lubię zmieniać materiały, technikę”. Relacjonowała, że kiedy znudzi się jej jakaś seria prac po prostu wymyśla coś nowego – można by pomyśleć, że to słowa innej artystki. Stworzone przez nią tkackie dzieła potwierdzają to jednak. Jej dorobek w dziedzinie tkaniny zadziwia różnorodnością. Zmienia i łączy materiały, skalę i technikę, przechodzi od naśladowania zastanego świata do geometrii. Tworzy prace tak duże, że musi je robić „na czuja” w swojej niewielkiej, żoliborskiej pracowni. Tworzy prace tak małe, że przynajmniej kilkanaście można by schować naraz w walizce. Używa naturalnych materiałów, jakby starała się w jednej tkaninie zmieścić jak najwięcej przyrody, po czym zwraca się w stronę plastiku. Ta swoboda i wolność w podejściu do tradycyjnych technik zaczęła się w twórczości Levittoux-Świderskiej latach 60. XX wieku. Wplatała w wątek gałązki, co przecież nijak nie zgadzało się z tym, czym był tradycyjny gobelin. Potem dużo było w jej tkackiej twórczości podobnych inwencji. Były one na tyle istotne, że tkanina przestawała być tkana – artystka nie używała tradycyjnego warsztatu, a wiązała swoje prace z sizalu, tworząc dwu- i trójwymiarowe, miękkie, wiązane rzeźby. Te wiązane rzeźby znalazły uznanie na całym świecie – artystka dwukrotnie prezentowała swoje prace na najważniejszej w świecie tkaniny imprezie, jaką było Międzynarodowe Biennale Tkaniny Artystycznej w Lozannie. Jej prace trafiły wówczas do ważnych kolekcji, w Polsce i zagranicą. Dokonania artystki w tej dziedzinie są istotną częścią tego, co jest nazywane Polską Szkołą Tkaniny.

Tkacka twórczość Levittoux-Świderskiej przechodziła przez kolejne fazy – zawsze istotne było odniesienie do świata przyrody i dążenie do prostoty. Artystka wyszła od tradycyjnego gobelinu, „przełamała” go dodając elementy naturalne. Przez długie lata, jej tkackie prace używały gałęzi, witek i tym podobnych naturaliów, i często naśladowały świat przyrody. Można powiedzieć, że ta wpleciona na początku twórczości w gobelinowy wątek gałązka, zamieniła się w końcu w kij czy badyl, z którego zwieszana była wiązana kompozycja. Tak powstała swoista dla Levittoux-Świderskiej formuła, którą można nazwać sztandarem przyrody. Były to dwuwymiarowe miękkie kompozycje – z poprzeczki-kija spływały naturalne materiały (sizal, wełna i in.), znowu o ograniczonej, naturalnej barwnej gamie. Te „sztandary” wciąż odnosiły się do świata przyrody, czy szerzej – do świata znanego z codziennego doświadczenia (np. Smuga). Późniejsze realizacje zaskakują nieraz paradoksalnymi rozwiązaniami. Artystka łączy niekojarzący się z przyrodą plastik z sosnowymi igłami, czy zaplata swoje miniatury z drutu. Przez kilka dekad twórczości, przeszła długą drogę od tkania gobelinów do tworzenia dzieł tylko w odległy sposób spokrewnionych z tkaniną.

 

Marek Wasilewicz